A zły i zbuntowany był Kajtuś, gdy musiał przysiąść i drapać się łapą i zębami, walcząc z robactwem, które towarzyszy włóczędze.
Nie wiedzą ludzie, co to za dar wielki: ręce do pracy i do obrony.
Idą... idą... Milczą... Nie rozmawiają... Już nie ma w nich ani sił, ani myśli. Jedne tylko bolesne złudzenia: to zapach mleka, to zupy.
— Jeść! — krzyczą oczy, nogi i uszy.
Aż przywlekli się do leśniczego. A czas był najwyższy.
— Ho, ho, psiaczki. Jakże to wy bez pana? Jakeście wy się odbiły146? Ależ wygłodzone, biedoty. A godne psy, nie byle jakie. Szkoda was. Chcecie zostać?
O, jakże szczęśliwi! Wykąpani, wyspani i syci.
— Porozmawiajmy teraz ze sobą — mówi do nich leśniczy. — Pies czasem lepiej zrozumie niż człowiek. Mało serca teraz na świecie dla człowieka, dla psa i dla krzewu. Wszystko dla korzyści i zabawy. Wycinają handlarze lasy. Dla nich drzewo to towar, a nie żywa istota.
Namnożyło się krzywdy i grzechu.
Minęły dni wypoczynku. Co czynić?