— Nie moje — broni się chłopak. — Co to panu szkodzi?
— Nie wolno.
Sześć stacji tylko przejechali, i to dobre. Podjedli, wypoczęli. Psu bezdomnemu byle czym pomożesz, już mu łatwiej dzień przebyć.
Ano, biegną i słupy telegraficzne liczą.
Wieczorem znów zimny deszcz jesienny.
Podkopali łapami zgniłą deskę i schronili się w stajni. Jeden koń stoi, drugi leży.
Przytulili się do konia; obwąchał i pozwolił; często zwierzę pomoże zwierzęciu.
Ale rano furman przegonił i rzemieniem zdzielił. Zaskowyczała Zosia, a Kajtuś zębami łysnął i warknął.
— Chcesz gryźć, takiś hardy, włóczęgo?
I rzucił kamieniem.