Źle psu, gdy głodny, gorzej, gdy chory. Wlecze się obolały Kajtuś na trzech łapach, a czwarta wisi w powietrzu. I droga trwa teraz dłużej, i omijać muszą osiedla, bo zdrowy pies i zły chłopiec chętnie zaczepia kulasa. Może nie przez złość nawet — przez brak zastanowienia.
— Boli?
— Trochę.
Tak szli o głodzie dwa dni i trzeci.
Zosia coraz niespokojniej zwraca głowę w tę i w tę stronę. Resztą sił biegnie prędko; daleko wyprzedza Kajtusia. Powraca, kluczy, węszy.
— Antoś, to tu.
Niecierpliwie chwyta powietrze nosem przy samej ziemi — i wyżej szuka.
— To tu. Tak. Tu przejechała obręcz naszej bryczki. Tu ślad naszego Siwka.
Pędziłaby jak strzała. Ale Kajtuś przystaje i liże chorą łapę, uderzoną kamieniem.
— Zostaw mnie.