— Nie, nie.
Czasem długa droga wydaje się krótka, a krótka droga wydaje się nieskończenie długą. Dopiero późnym wieczorem zdążyli.
Mama Zosi siedzi przed gankiem, a na kolanach trzyma pantofelek i czapeczkę dziecinną.
Zosia oparła się łapkami i patrzy jej w oczy. Liże nogi i skomli, i skacze.
— Co to? Skąd? Czego chcesz?
W głosie niepokój — jakby coś przeczuwa.
„Pozna” — pomyślał Kajtuś.
Ale nie poznała. Bo człowiek oczom tylko ufa.
Nie poznała córki.
— Chodź, psino. Może ty znajdziesz Zosię, kiedy ludzie nie wiedzą. Masz, powąchaj jej czapeczkę. Będziemy razem szukały.