Westchnął Kajtuś głęboko — raz, drugi raz — i trzeci. Oczyścił myśl i płuca leśnym powietrzem.
Rzekł:
— Żądam i rozkazuję. Mocą swą i władzą stanowię. Słońce, morze, góry i powietrze — ogień i wodę wzywam ku pomocy. Powróć do ludzkiej postaci. Stań się człowiekiem. Wróć do ludzkiej postaci.
Przymknął oczy. Zbielały mu wargi. Opadły ręce.
— Wielkim jesteś wróżem-czarodziejem — szepce Zosia i uśmiecha się, i włosy stargane poprawia.
Spełnił się obowiązek. Wyzwolił.
Spieszy się.
— Bądź zdrowa i szczęśliwa.
— Zostań. Boję się o ciebie, Antosiu.
Ale już nie ma Kajtusia.