Minęli ogród, furtkę ogrodową, drogę przez pole do lasku.
Rozglądają się: nie ma nikogo wokoło. Zdjął Kajtuś czapkę.
— Antoś, jakże to się stało?
Spojrzał na Zosię wytężonym wzrokiem, oczyścił leśnym powietrzem myśl i płuca, głęboko odetchnął trzykrotnie, ręce na piersiach skrzyżował.
Mówi powoli, wyraźnie, uroczyście.
Dwa razy powtórzył:
— Mocą tajemną i władzą czarodziejską zwalniam cię, wróżko zaklęta złą wolą, po wsze czasy stanowię, zwalniam cię z nakazu stawienia się na sąd. Ja sam i tylko ja odpowiadać będę wrogiej sile i władzy. Najwyższym swym prawem niespornym zapewniam ci wolność i miejsce trwałe przy matce twej. Żadne złe zaklęcie i żaden czar mściwy nie będzie mocen147 zmienić mego nakazu, woli mej i żądania.
Rozległ się głuchy grzmot.
Kajtuś zmęczony oparł się o drzewo.
Zosia patrzy niespokojnie i czeka.