Nadeszli chłopcy.
Rozbiegli się, nawołują.
Stanął chłopak obok Kajtusia.
— Laskę sobie ułamię.
Chwycił Kajtusia za gałąź, gnie, łamie.
— Boli!
Trzasnęła gałąź i zwisła bezwładnie. Chłopiec szarpie złamaną, rozdziera.
— Boli, bardzo boli!
Nie rozumie chłopak jęku łamanego drzewa, bo trudna do odczytania jest skarga rośliny.
A kolega mówi: