— Beksa!

Jak bezmyślny i brutalny może być człowiek.

Gdy się nie zastanowi.

Gdy czuje, że nie ma słuszności, a przyznać się nie chce.

Są tacy, co wolą zawsze chodzić z kolegą. Kajtuś nie. Woli sam. Tak było i dawniej.

Idzie ulicą. Tu popatrzy, tam przystanie. Zawsze coś nowego zobaczy. Jedno rozumie, drugie ciekawe, trzecie go dziwi.

Idzie Kajtuś powoli, bez celu.

Widzi: policjant prowadzi człowieka. Twarz aresztanta blada i ponure spojrzenie.

Zamkną go w więzieniu.

Pamięta Kajtuś własną niewolę w twierdzy czarodzieja. Zna udrękę zamknięcia i długie, czarne godziny.