Schodzi Kajtuś z ławki i mówi:

— Phi. Nie było żadnej myszy, tylko tak nabujałem.

— Była — mówią.

— No to poszukaj, gdzie przy piecu dziurka.

Patrzą: naprawdę nie ma.

Myślał, że panu smutno, więc chciał rozweselić.

A pan się obraził.

Już pisze kartkę do ojca.

Tylko dzwonek go uratował.

Mówią, że błazen.