Widzę, że delikatny, bo inny by się nie pytał.

Mówię:

— Owszem, chcę.

Spojrzał uważnie, czy naprawdę, czy tak tylko mówię. Uśmiechnęliśmy się.

— Chcesz się ścigać z tramwajem?

— Eee, co dzień się tam ścigać. Dosyć się na pauzach wylatałem.

Zatrzymaliśmy się przed wystawą sklepu.

— Ooo, patrz, jakie ładne cyrkle! Widzisz, to do wkładania, jak się chce duże koło zrobić. A to do tuszu. Jak ci się zdaje: ile takie cyrkle mogą kosztować? Chciałbyś mieć? Patrz, złoty atrament. Patrz, jaki mały kałamarzyk: do podróży. Muszę kupić pędzelek, ale nie tu. Frankowski kupił na rogu i ma już miesiąc, a w moim od razu włosy powyłaziły. Złodziejstwo takie. Żeby ci pozwolili, co byś wybrał z wystawy? Żeby jedną rzecz pozwolili? Ja bym wziął cyrkle i tego Murzynka.

— To przecie dwie rzeczy.

— No to tylko cyrkle.