— Co ja tam będę mówił? Już mama dosyć płacze, krzyczy i przeklina. Obiecuje, a potem tak samo. Jak dziecko.
— A ty sprobuj51 po dobroci powiedzieć.
— Kiedy się wstydzę. Raz byliśmy na wsi u ojca kolegi. Tam pili. A ojciec powiedział, że nie chce. Bo znów wtedy zaklął się mamie, że wódki do ust nie weźmie. Więc kiedy go zaczęli namawiać, żeby choć jeden kieliszek, pociągnąłem ojca za rękaw, bo wiedziałem, że jak jeden, to zacznie już więcej. I ojciec wstał i mówi: „Chodź, pójdziemy do rzeki”. I tak sobie szliśmy. I skowronki śpiewają. I zboże jakby nam się kłaniało. I słońce. I ładnie, przyjemnie. Ojciec trzyma mnie za rękę. Potem usiedliśmy nad rzeką, a tata znów trzyma za rękę. I raz mu ta ręka drygnęła, jakby się oparzył pokrzywą. I ja powiedziałem: „Widzi tata, że lepiej nie pić”. A tata na mnie spojrzał i strasznie się zawstydziłem, i strasznie mi się żal zrobiło taty. Bo się na mnie spojrzał tak żałośnie. Wiesz, czasem pies spojrzy, kiedy o coś prosi albo się boi, żeby nie uderzyć. Ja wiem, że co innego człowiek, a co innego pies. A mi tak przyszło do głowy. Już bym za nic w świecie drugi raz tego ojcu nie powiedział. Bo patrz: ojciec jakby się domyślił, bo tylko patrzy na wodę, patrzy, patrzy — i mówi: „Psie życie, synku”. I westchnął. A ja chcę pocałować w rękę, niby żeby przeprosić. A ojciec mocno trzyma rękę i nie daje. Nie wiem, czy miał do mnie żal, a może pomyślał, że niegodzien, żeby go całować. Już ojciec nie wrócił do tych tam, tylko powiedział, żeby mu laskę przynieść, że go głowa boli. Nie chciał, żeby się z niego prześmiewali. A w kolejce kupił obarzanków. Ani jednego nie zjadłem, braciszkowi wszystkie oddałem. Nawet chciałem zjeść parę, żeby tata nie myślał, że gardzę. Ale nie mogę: tak mnie coś ściskało. Długo potem, pewnie z miesiąc, nie pił, już mama myślała, że dobrze. Dopiero mamie powiedzieli, że jak ktoś się odzwyczaja, a chodzi osowiały, to znaczy, że jeszcze; dopiero jak przestanie myśleć i znów będzie wesoły, to już nie będzie. Tylko słuchaj: nie mów nikomu w szkole. Tylko tobie mówię. Nie powiesz? Nawet jakbyśmy się pokłócili?
— Dlaczego się mamy kłócić?
— No nie wiesz? Pójdzie nam o co i pokłócimy się.
I jeszcze troszkę mówiliśmy, jacy różni są na świecie ludzie: jeden pije, drugi robić nie chce, trzeci kradnie, ten to lubi, ten to. Lubi abo nie lubi.
Na przykład są tacy, co nie lubią obcinać paznokci. Bo jak obciąć, to razi. I noszą długie pazury. Albo gryzą.
I że na palcach robią się zadry, że boli. I że na paznokciach robią się białe plamki: z czego to jest?
Bo mówią, że to szczęście kwitnie. A inni mówią, że ktoś zazdrości. Zawsze tak jest: jeden powie inaczej i drugi inaczej, i nie wiadomo potem, komu wierzyć. Okropnie dużo jest kłamstwa na świecie.
I tak rozmawiamy długo, aż się spóźniłem na obiad. Bo ja jego odprowadzałem, a on mnie, i szliśmy tam i z powrotem.