Przyjemnie było chodzić i rozmawiać, bo wszędzie śnieg i śnieg.

No więc się spóźniłem.

A mama zaczyna krzyczeć, dlaczego się na obiad spóźniłem. Że latam, że mama dosyć ma pitraszenia52 i zmywania, że buty drę, że nie jestem dziewczynką, bobym pomagał, że mama pójdzie do szkoły na skargę, że na łobuza wyrosnę, że Irena powinna być starsza, a ja młodszy, że mama umrze przeze mnie.

Stoję i nic nie rozumiem.

Jak się spóźniłem, mogę jeść zimny obiad albo wcale nie jeść, mogę sam zmyć miseczkę.

Postawiła mama jedzenie, a ja nie chcę. Mama jeszcze gorzej:

— Masz jeść!... Jeszcze grymasy będzie robił, ceregiele stroił!

Już nie chcę drażnić więcej i jem. Ale mi każdy kęs w gardle stoi. I nie mogę przełknąć. Aż proszę Boga, żeby się to jedzenie skończyło.

Dopiero się wieczorem dowiedziałem, że mamie mole pocięły suknię. Mają być imieniny, a suknia pogryziona przez mole. Więc i za to, co zrobią mole, mają dzieci odpowiadać?

Jeszcze więcej zabolała mnie niesprawiedliwość. Już lepiej nawet nie wiedzieć, dlaczego dorośli są źli, kiedy dają bury. Przeczuwasz, że im się coś przytrafiło, ale szukasz i w sobie winy. Aż znajdziesz.