— Panie konduktorze!
Dopiero jeden się ujął:
— No, puśćcie go już, panowie!
I wyszedłem, a wszyscy patrzą jak na jakieś dziwo. Pewnie jeszcze z pół godziny się wyśmiewali.
Każą nam ich szanować, ciekaw jestem za co. Ordynusy tylko. Przykazanie mówi: „Czcij ojca”, a nie każdego, że się wcześniej urodził. Sztuka wielka. A co ma robić Mundek, jak ma ojca pijaka? „Szczeniak, rak zajadły, łobuz, złe wychowanie”. Ano, dajcie przykład dobrego wychowania. A jak nauczyciel podczas lekcji całą godzinę w nosie dłubał? Co się ma przed szczeniakami krępować? A jeszcze nas smarkaczami nazywają. Byle ubliżyć i poniżyć. Czy dziw, że potem dzieci jak wyrosną, tacy rozjuszeni po świecie chodzą?
My przytomni jesteśmy, wiele widzimy, wiemy, więcej domyślamy się, przeczuwamy. Tylko musimy udawać, bo nam usta zamurowali.
Pan na lekcji w nosie dłubie, a pani odwróci się do okna, ukradkiem wyjmie lusterko i usta sobie maluje. Czy myśli, że my ślepi jesteśmy, jak siedzi nas czterdzieścioro? Dlaczego przy inspektorze tak nie zrobią?
I dziwią się, że im czasem na złość co się zrobi.
Bo czujemy przecie, że nas psują. Morały mają tylko na języku, a wychowują w nas fałsz i służalczość. Żeby, jak dorośniemy, pomiatać słabszym, a płaszczyć się przed silniejszym.
Jak się chwalił pruski nauczyciel, że to on wygrał bitwę pod Sedanem56. A nad Marną57 dostał w skórę, a my zwyciężyliśmy, kiedy szkół u nas prawie nie było.