— Przepraszam, już chcę wyjść.

A on mnie zatrzymuje.

— Dopiero wsiadłeś — powiada. — Pojedź sobie trochę.

A tam siedzi gruba, rozwalona i mówi:

— A to rak zajadły!

Już nie słyszałem nawet, co każdy dogryzał.

— Chcę wyjść! — krzyczę.

On nic.

— Zdążysz — mówi — młody jesteś. Co ci tak pilno?

Krzyknąłem z całej siły: