— Bo nie mówił, żeby ustąpić.

A ten do mnie:

— Już ja ci powiem, szczeniaku!

— Nie jestem szczeniakiem, tylko człowiekiem, a pan nie ma prawa się pchać.

— Będziesz mnie uczył, co mam prawo!

— Bo pewnie.

Serce mi bije i w gardle dławi. Niech będzie awantura. Nie dam się! A tu się ludzie zaczynają patrzeć. Dziwią się, że mały, a tak się odgryza.

— No a co mi zrobisz, jak ci dam tak po uszach?

— Zawołam milicjanta55 i każę pana aresztować, że pan awantury w tramwaju wyrabia.

A tu jak się wszyscy nie zaczną śmiać. I on też. Już się nawet nie gniewają, tylko się śmieją, jakbym jaki żart powiedział. Aż z ławek wstają, żeby na mnie popatrzeć. Już nie mogę dłużej, więc mówię: