I boi się, że mu ktoś ten smutek zepsuje, nie zepsuje, ale spłoszy.

Stanąłem przy oknie, a na szybach porobiły się w nocy piękne kwiaty. Nie kwiaty, ale liście. Palmy takie. Dziwne liście, dziwny świat. Bo dlaczego tak się stało, skąd to się wzięło?

— Dlaczego się nie ubierasz? — pyta się ojciec.

Nic nie odpowiedziałem, tylko podchodzę do ojca i mówię:

— Dzień dobry.

I pocałowałem ojca w rękę, a on się na mnie spojrzał.

Już teraz prędko się ubieram. Zjadłem i idę do szkoły.

— Co ty tak dziś pędzisz do szkoły? — pyta się mama.

— Wstąpię do kościoła — powiadam.

Bo sobie przypomniałem, że nie bardzo się modlę, i przykro mi się zrobiło.