Myślała, że jak taki zafrasowany, to pewnie zapomnę drzwi zamknąć i zimna napuszczę. Bo każdy myśli tylko, żeby jemu ciepło było. A przecie62 pies też boskie stworzenie.
Wychodzę i już nie wiem, co robić, ale jeszcze próbuję:
— Niech pani zobaczy, taki biały, nie parszywy wcale.
Ale ręką zasłaniam, że ma łapkę kulawą. A może mu tylko zmarzła?
A ona:
— Nie zawracaj ty mi psem głowy.
Masz: już głowę zawracam. Niby to moja wina, że pies marznie na mrozie.
Ano, trudno. Jeżeli się pan woźny nie zgodzi, to niech sam go wyrzuci.
I chłopcy zaraz wrzasku narobią na całą szkołę:
— Ooo, psa — psa przyniósł!