— Nie stawiaj się.
I skończone.
Jakoś prościej, szlachetniej.
A fałszywy taki słodki, miły, że go trudno przyłapać na gorącym uczynku.
No i co? Przykrość sprawiłem Mundkowi. Ma żal do mnie. Na ojca powiedziałem — stary — i że się urżnął. Tak ordynarnie powiedziałem jak człowiek dorosły, co to zawstydzi dziecko, urazi i nawet nie czuje.
Ale wchodzę do bramy, a na schodku siedzi ten sam kot co wczoraj. Żal mi się go zrobiło i chciałem pogłaskać, a on w nogi. Więc pamięta. Może za kota Bóg mnie skarze, że mi Łatka wziąć do domu nie pozwolą?
— No, jak ci tam poszło w szkole? — pyta się mama.
Łagodnie się zapytała. Może czuje, że niesłusznie mnie wczoraj skrzyczała?
Mówię:
— Nic takiego.