— Co mam kłamać? Jakbym nie chciał, i o kącie nic bym nie powiedział.
Mama mówi:
— No, pewnie.
I już cicho. Ale tak jakbyśmy dalej rozmawiali. Bo ja w myśli mam prośbę o mojego Łatka, a mama wie, że czegoś nie mówię, że coś tam ukrywam.
My, dzieci, lubimy gawędzić z dorosłymi. Oni lepiej wiedzą. Ale żeby nie mieli do nas tyle pretensji. Żeby byli z nami łagodni. Nie tylko ciągle burczeć, zrzędzić, fukać, krzyczeć, besztać.
Żeby mama innym razem tak się zapytała:
— A może kłamiesz?
Tobym się zirytował i może tak samo bym odpowiedział, tymi samymi słowami, ale w tych słowach byłaby już złość.
Dorośli nie chcą zrozumieć, że dziecko na łagodność odpowiada łagodnością, a na gniew zaraz się w nim budzi — jakby odwet, zemsta. Że niby:
„Taki jestem i już inny nie będę”.