No, bo wiem.
Są tacy, co tylko małpują. Chcą się dorosłym przypochlebić, podlizać, więc zaraz weźmie pod pachę i:
„Moja żona. Moja narzeczona”.
Dorośli chcą niby, żebyśmy byli mądrzy, nie lubią niby naszego błaznowania, a sami zmuszają.
Nie wiedzą, jak czującej istocie przykro błazna robić ze93 siebie. Jedno dziecko się psuje naprawdę, a drugie tylko żal ma do was i niechęć. Za tę ciekawość i za to, że wiecie.
Siedzę sobie cicho i myślę. I tak samo jak ja tysiące dzieci po różnych pokojach o zmierzchu rozmyśla o dziwach i smutkach życia. Co dzieje się w nim, co wokoło. I tych rozmyślań naszych dorośli nie znają. Najwyżej:
„Co ty tam robisz? Dlaczego się nie bawisz? Dlaczego tak cicho?”
No bo dziecko pohałasuje, pobiega, napatrzy się różności, a potem chce w zaciszu samo z sobą porozmawiać. A tylko jedno, jedyne z tysiąca znajdzie pomoc w dorosłym. Albo u przyjaciela.
Bo, na przykład, jak dziwny jest sen. Śpi sobie Irenka i nic nie wie. Albo się jej coś śni, bo westchnęła. Pewnie i ona ma w przedszkolu dzieci, które lubi, i też może nie chce powiedzieć.
Porównywam94 Irenkę ze sobą, przypominam sobie przeszłość, kiedy byłem duży, i widzę, żeśmy wszyscy podobni, jednacy. Dziecinny jest człowiek dojrzały, dojrzałe jest dziecko. Myśmy się tylko jeszcze nie porozumieli ze sobą.