— Prawda.

Ale napisałem:

„Dla Marychny z Wilna”.

I zawinąłem w srebrny papier od czekolady. Bo wszystko miałem już przygotowane.

Ale widzę, że się zanadto świeci, więc wydarłem kartkę z zeszytu i zawinąłem jeszcze.

A ona:

— Ooo, kartkę wyrywasz.

Ja mówię:

— To nic.

A mama mówi: