Ja się jeszcze bardziej odwróciłem.
— No co, nie pożegnacie się? Możeście się pokłócili już? Nie pocałujecie się na pożegnanie?
Marychna mówi:
— Ja się z chłopakami nie całuję.
— Oj, ty, ty — powiada moja mama. — A nie zaśpiewasz nam na pożegnanie?
— Mogę zaśpiewać.
— Już jak innym razem przyjedziemy. Bo teraz gardło zagrzejesz.
Marychna pocałowała się z mamą i z Irenką, a mnie tylko rękę podała. I tak dumnie. Nawet się nie uśmiechnęła. W rękawiczce.
I wyszły. A mama:
— Jesteś mruk. Marychna — to przynajmniej zuch dziewczynka. A ty trzech zliczyć nie umiesz.