Ale zostawiła.
I pokazałem jej doniczkę. Żeby chciała wziąć. Ale jak się tam będzie z doniczką wozić.
A Marychna każdy listek pogładziła palcem.
A jej mama mówi:
— No, idziemy.
I wstaje. I Marychna prędko stanęła przy swojej mamie.
Już nie rozmawialiśmy więcej. Ja przy doniczce zostałem. I długo jeszcze rozmawiały tak stojąc. A może niedługo, tylko chciałem już, żeby sobie poszły.
Boję się pożegnania.
I naprawdę:
— No, dzieciaki, żegnajcie się.