— Chodź do kancelarii.

Powiadam cicho:

— Pan kierownik pozwoli, że się usprawiedliwię.

A kierownik:

— Co tam mi będziesz dużo opowiadał! Jak się pytałem o nazwisko, czemu nie odpowiedziałeś od razu?

Ja:

— Bo się wstydziłem, że wszyscy stoją i patrzą.

— A latać jak nieprzytomny to się nie wstydzisz? Przyjdź jutro z matką.

Zacząłem płakać. Łzy same lecą. Jak groch. A w nosie od razu mokro.

Pan kierownik popatrzał, żal mu się widać zrobiło.