— No, widzisz — powiada — niedobrze za dużo dokazywać, bo się potem płacze.
Gdybym teraz przeprosił, widzę, że by przebaczył. Ale się wstydzę przeprosić. Już chcę powiedzieć: „Niech mnie pan inaczej ukarze, bo po co mamę martwić”. Cóż, kiedy nie mogę, łzy przeszkadzają.
— No, idź do klasy, bo się lekcja zaczęła.
Ukłoniłem się. Idę, znów się wszyscy patrzą. I pani się patrzy. A Marylski mnie z tyłu trąca:
— No, co?
Ja nic, a on znów:
— Co ci powiedział?
Zły jestem. Czego się czepia, co to go obchodzi?
Pani mówi:
— Marylski, proszę nie rozmawiać.