Przynoszę do szkoły pocztówkę Marychny, żeby pokazać Mundkowi.
I Wiśniewski wyrwał mi ją z ręki.
— Oddaj!
Ucieka.
— Oddaj, słyszysz?
Śmieje się i przez ławki. Ucieka.
— Oddaj! W tej chwili!
Ręką w powietrzu wywija i krzyczy na głos:
— Trypsztyk! List od narzeczonej!
Wydzieram mu. Gniotę. I na kawałki.