— Pyta się, czy tu jest globus?
— Nie ma tu nic, słyszysz?
Uderzył ręką po głowie i drzwi zamknął przed nosem.
Wracam, ale naprawdę, to nie wiem.
Mówię:
— Oni powiadają, że nie ma.
Na szczęście akurat jeden uczeń niesie już globus. Gniewa się, że znów połamią. Ani sposób rozmówić się z kierownikiem, a nie chcę odkładać. Więc w takiej rozpaczy pociągnąłem panią za rękaw. Nie pociągnąłem, ale lekko ruszyłem i mówię cicho:
— Proszę pani.
A pani od razu usłyszała. Odeszła ze mną parę kroków, nachyliła się.
— Czego chcesz?