Ale się nachylił. On wyższy, więc podskoczyłem trochę i pięścią go w czoło. Ale mu czapka nie spadła. Ja w nogi, a Mundek za mną.
„A masz — myślę — na drugi raz nie czepiaj się, bo i od małego możesz dostać, andrusie21”.
Z początku zaczął gonić, ale widzi, że nie ma racji, że nie na frajera trafił, więc daje pokój.
Stanęliśmy — śmiejemy się.
Przed chwilą taki byłem wzburzony, że mi krew oczy zalała. Wszystko na czerwono widziałem. Teraz znów wesoło. Czapkę okurzam rękawem.
A Mundek mówi:
— Po coś z nim zaczynał?
— Ja z nim zacząłem czy on?
— No, tak, ale on większy.