— A nie zrzuciłeś może?
— Pewnie, że nie. Patrz, on trzyma twoją czapkę.
A Mundek czapkę podniósł i patrzy, co z tego będzie.
— On trzyma, a ty zrzuciłeś.
— Odlewaj się, smarkaczu! Czapkę mu będę znów zrzucał! Nie mam co do roboty.
— Pewnie, że nie masz, łobuz taki. Spokojnie przejść nie daje.
— Tylko nie łobuz, uważasz, bo możesz dostać!
I szturchnął mnie tym patykiem pod brodę. A ja łap za patyk, ten kijek, i złamałem.
On do mnie. Ja stoję.
— Oddaj mi laskę albo zapłać.