Drugi mówi:
— Będą przezrocza1.
I to, i sio.
A ja:
— Nie, nie; wszystko to też będzie, ale i coś ważniejszego.
Aż jak się uspokoją, dopiero:
— Szkołę wam zbuduję.
I wymyślam różne przeszkody. Że niby szkoła już prawie gotowa, a tu się zawaliła albo pożar. Trzeba znów zacząć; ale na złość jeszcze lepszą buduję.
Zawsze myślałem z przeszkodami. Jak jadę okrętem — to burza. Jak jestem wodzem — naprzód przegrywam, a na końcu dopiero zwycięstwo.
Bo nudzi się, jeżeli się wszystko od samego początku udaje.