Więc przy szkole jest ślizgawka, więc są różne obrazki, mapy, przyrządy, gimnastyka, wypchane zwierzęta.
Nadchodzą święta, a tu się zebrali przed szkołą chłopcy i dziewczęta i krzyczą:
— Proszę wpuścić! Nie chcemy świąt, chcemy chodzić do szkoły!
Woźny się z nimi kłóci, ale nie pomaga. A ja siedzę w kancelarii, nic nie wiem, bo piszę różne papiery... Aż tu wchodzi woźny. Zastukał i wchodzi.
On zastukał. Ja mówię:
— Proszę.
No i mówi:
— Proszę pana, dzieciaki zrobiły bunt, nie chcą świętować.
A ja:
— Nie szkodzi, zaraz je uspokoję.