— W szkole.

Mama pytała:

— A któż powiedział ten ohydny wyraz?

— Kolega.

Matka wsiadła w dorożkę na gumach88 i w koronkowej zarzutce pojechała do dyrektora szkoły.

— Żądam — wołała — by ten chłopiec, który szerzy zepsucie w klasie, był wydalony natychmiast.

— A cóż on takiego powiedział? — zapytał dyrektor.

Matka Zdzisia przysięgła, że za nic w świecie nie ośmieli się wypowiedzieć zbrodniczego wyrazu. Stanęło na tym, że napisze na skrawku papieru. Drżącą ręką napisała „psiakrew” — i zemdlała.

Dyrektor obiecał, że ukarze ucznia, ale wydalić go nie chciał.

Zdzisia ostatecznie już postanowiono nadal kształcić w domu. Mały płakał. Wówczas dla pocieszenia wzięto go na operetkę, a potem do restauracji na kolację.