Afron mógł spokojnie umrzeć, to znaczy wrócić do swoich biesów. Dostał on order, bestia...

Rozumiecie teraz sami, co się dalej działo. Teraz każdy zaczął już żyć nie ze swojej pracy, ale ze swoich zdolności. Może by to jeszcze nie było tak złe, gdyby nie salon i poczęstunki, które znowu uczyły ludzi jeść bez pracy i bez zdolności, ot, tak sobie, z łaski na uciechę.

Stosu papieru potrzeba na to, żeby powoli i w porządku opowiedzieć, jak to z pierwszego wynalazcy powstały biura patentowania wszelkich ulepszeń i reklamowanie niezawodnych środków na usuwanie zmarszczek; jak to z owego pierwszego lekarza wytworzyli się tacy, którzy dzięki sprytowi zdobyli rozgłos — bo już potem jeden człowiek tak mało znał się na tym, co robi drugi, że nie umiał ocenić ani jego rozumu, ani zdolności, ani uczciwości; jak to z pierwszego człowieka, który „ładnie mówi” powstali poeci, którzy mają gorsze natchnienie po trzy kopiejki od wiersza i lepsze po dziesięć kopiejek, jak to powstali powieściopisarze, dziennikarze, reporterzy, wydawcy, premia bezpłatne, konkursy i krytycy; jak to z owego pierwszego naśladowcy pienia ptaków powstał Battistini104 i histeryczki105 teatralne; jak to specjalizacja doszła do tego, że ludzie jedzą chleb za to, że szlachetnie gadają, łapią lub bronią złodziei, stręczą mamki106 z dobrym pokarmem, sprzedają bilety przed teatrem, podrzucają woreczki lub znaczą chustki do nosa107.

Grubych foliałów potrzeba na to, aby opowiedzieć, jak to na tle owego pierwszego salonu wyrosły diabłu na uciechę meble stylowe, dywany, kandelabry, portiery, palmy, flirty, perfumy, pieczeniarze, zbiorki poezji w złoconych oprawach, albumy z pocztówkami, mężowie z rogami, i ta cała mnogość tego wszystkiego, na co człowiek dzisiejszy patrzy tak, jakby to wszystko było bardzo potrzebne do życia.

Taksator

Było to w owym krótkim okresie mego życia, gdym wszędzie szukał zawziętych tematów, epizodów i typów do moich olśniewających powieści, zdumiewających nowel i dynamitowych studiów psychologicznych.

Żebrak — wspaniały typ; pijak — bajecznie ciekawy okaz; właściciel garkuchni, garkuchnia — wstrząsająco ciekawe środowisko.

W owym to czasie zastawiłem w lombardzie zegarek pamiątkowy, pierścionek nie mniej pamiątkowy, palto już nie pamiątkowe i postanowiłem napisać niezmiernie genialną powieść na tle lombardowych stosunków.

Szczęściem dla mnie, a zapewne i dla czytelników, bardzo rzadko powieści owe zaczynałem, a już zupełnie nigdy nie kończyłem.

Bądź co bądź, pozostałe z młodzieńczych czasów notatki sprzedaję dziś oto po parę kop.108 od wiersza...