— Proszę cię, pij.

— Władek, nie drażnij mnie! — krzyknąłem wściekły.

— Błagam cię, pij; przysięgam ci na wszystko, co mi święte, że od tego zależy przyszłość twojej rodziny.

— Ależ ja wódki nie pijam.

— Musisz ten jeden raz tylko.

— Ale o co ci idzie?

— Zobaczysz: słuchaj, przecież znasz mnie, wiesz, że ci jestem życzliwy.

— Dobrze więc, niech się upiję: może pijacy mają słuszność, że piją, kiedy życie takie marne.

Duszkiem wychyliłem szklankę, aż mi łzy z oczu popłynęły.

— Doskonale! — uściskał mnie, wycałował, jakbym nie wiem co mądrego zrobił. — A teraz ubieraj się. Weź to stare palto i podarte buty, i chodź.