Prawda, że trochę rozumiecie już, co mam na myśli.

Oto jeszcze jeden przykład — ten już nie z życia, lecz z wyobraźni:

Wyobraźcie sobie, że znakomity kompozytor Grieg, Paderewski, Reszke155 lub Ibsen — ma syna.

— Czym chcesz być? — pyta ojciec Grieg, Reszke lub Ibsen syna swego.

— Chcę być kominiarzem.

— Dziecko, zastanów się — powiada sławny ojciec. — Dzięki memu nazwisku, wpływom, majątkowi, możesz zupełnie inną zająć w świecie pozycję.

— Ojczulku, albo pozwolisz mi, bym został kominiarzem, albo rozpiję się i w łeb sobie strzelę.

I wyobraźcie sobie, że ojciec pozwala zostać synowi kominiarzem. Mam głębokie przeświadczenie, że ów młodzieniec stałby się jednym z najszczęśliwszych ludzi pod słońcem. Całą odziedziczoną po ojcu inteligencję włożyłby w czyszczenie kominów; wymyśliłby nowy gatunek mioteł, nowy sposób opuszczania się w kominy, wynalazłby specjalną materię na ubranie dla kominiarzy; urządziłby orkiestrę i resursę kominiarską, zostałby prezesem kasy dla wdów i sierot po kominiarzach, podniósłby kominiarstwo na całym obszarze ziemskiego globu; wielbiliby go koledzy, z czcią wspominali potomni.

Co by się jednak stało, gdyby młodzian, z wrzącymi w piersi jego ideałami kominiarskimi, uległ woli rodzica? Jeśliby został kompozytorem, chwalono by go półgębkiem, aż by ktoś śmielszej natury — nie wykrzyknął: „kominiarzem ci być raczej”. On szarpałby odzież na sobie w bezsilnym bólu, złamany, nieszczęśliwy. A ileż by czekało go zawodów, gdyby wstąpił na drogę finansową lub dyplomatyczną — po trzykroć, czterykroć nieszczęsny!...

Teraz już lepiej rozumiesz myśl moją, czytelniku: szczęśliwym i pożytecznym ten tylko być może, kto jest czymś, a nie — zrobionym został przez okoliczności.