— No, widzisz, a gdybyś ty tak wziął się do filantropii — to podobno dobra zabawa.

— Ba, kiedy nie wiem, jak się wziąć do tego.

— Mhm... Albo tak może do nauki — co?

— Za stary już jestem.

Ja się tam nie znam na tym, ale chyba są ludzie, którzy się znają na tym. Więc, kiedym zdjął okulary i stuknąłem się wskazującym palcem w łysinę, to przyszła mi taka myśl:

Może by jakie grono ludzi założyło towarzystwo opieki nad nieszczęśliwymi, którzy nie mają kłopotów.

Powiedziałbym nawet tak: żeby owo grono ludzi założyło szkołę miłości ludzi i nauki.

Ale to jakoś dziwnie brzmi w naszym dwudziestym stuleciu.

Po co?

A powiedz mi pan, panie Janie, dlaczego pan żyjesz?