Po czym przyniesiono Maciusiowi obiad, który Maciuś odesłał. Nie chciał jeść, a zresztą nie miał czasu. Czytał papiery.
Chłodny pot wystąpił Maciusiowi na czoło. Była tam skarga na pułkownika Dormesko, że nie zostawił żadnych dowodów na to, co mu przesyłano.
Nic nie wiem — pisze Amary. — Nie wiem, ile powinno być krzeseł, stołów, łóżek, prześcieradeł, talerzy i noży. Nie wiem, gdzie się podziało przysłane mydło, mleko, cukierki, książki i zabawki. Doniesiono mi, że dzieci latarnika mają wiele kradzionych rzeczy króla Maciusia. Ani jednego kwitu, żadnych rachunków. Domki brudne i odrapane, szkodliwe dla zdrowia. Warta rozpuszczona, robiła, co chciała...
Były trzy skargi na Maciusia. Ale skargi wyglądały tak, jakby się rotmistrz litował i dbał o zdrowie królewskiego samotnika:
Zdrowie króla w stanie opłakanym. Jest zdenerwowany i przygnębiony. Nie chce ani czytać, ani podpisywać papierów dowództwa wyspy, czym uniemożliwia pracę. Nie pozwala prowadzić nauki dla warty.
Druga skarga:
Król odbywa dalekie wycieczki łodzią. Powraca zmęczony i podrażniony. Wspina się na górę, skąd można spaść i zabić się. Chodzi po lesie, w którym są dzikie zwierzęta, węże, a być może i ludożercy.
Trzecia skarga:
Król pozwala wartownikom hałasować do późnej nocy. Toteż krzyki ich rozlegają się po całej wyspie. Przeszkadzają w pracy robotnikom, ukradli piłkę i dwa topory. Jeśli zauważyć, że z chłopcami w tym wieku w ogóle trudno sobie poradzić, to już nie wiem, co będzie.
Chłopcy naprawdę bardzo hałasowali, palili papierosy, mówili brzydkie wyrazy, kłócili się i bili, tak że Maciuś ani grać nie mógł w pokoju na skrzypcach, ani spać w nocy. Chciał parę razy zwrócić im uwagę, ale myślał, że się uspokoją.