Zastukał Maciuś w drzwi: był to umówiony znak, że ma przyjść ordynans.
— Czy dostaliście obiad? — pyta się Maciuś.
— Melduję posłusznie, że od trzech dni kuchnia dowództwa nie wydaje nic. Rotmistrz bez podpisu waszej królewskiej mości nie ma prawa wydawać.
Maciuś ubrał się w mundur wojskowy i wezwał rotmistrza.
— Proszę o przysłanie mi do przejrzenia wszystkich papierów kancelarii dowództwa.
— Rozkaz, wasza królewska mość.
— I proszę o wydanie warcie obiadu.
— Rozkaz, wasza królewska mość.
W pięć minut później przyniesiono do podpisu rozkaz wydania obiadu. Maciuś podpisał.
W dziesięć minut później rozległo się w sąsiednim pokoju trzykrotne „Wiwat!” i brzęk łyżek.