— Nie pozwalam.

— To trudno: nie będzie wioseł.

Idzie Maciuś do domu, głowę pochylił, zgarbił się cały.

— Wasza królewska mość, wiosło znalazłem, ale jedno, tam w krzakach — mówi Filip.

— A drugie?

— Drugiego nie ma. Ale ja się przepytam i znajdę.

— Słuchaj no, Filip, chyba ty wziąłeś wiosła.

— Jaaa? — zdumiał się Filip. — Jaaa? Jak Boga jedynego kocham, żebym się z miejsca nie ruszył, przekona się wasza królewska mość...

A im więcej zapewnia, tym pewniejszy Maciuś, że to on właśnie.

Niby chodzi, biega, rozpytuje się. A wieczorem ryczy w sąsiednim pokoju: