— Czy oddycha?

— Oddycha.

Znów dzwonek:

— Mówi gubernator.

— Powściekali się, czy co? Śniadania nie jadłem jeszcze. Albo przez cały dzień ani jednej depeszy, albo — świat się wali. Jakby człowiek miał cztery ręce.

— Ej, ty, chłopak, król Maciuś, czy jak cię tam! Czy oddychasz? Pamiętaj, żebyś oddychał. Policmajster kazał.

A sam znów do aparatu. A tu pod oknami stają żołnierze z karabinami, jak do strzału. Wpada przestraszona żona telegrafisty:

— Uciekaj, strzelać będą.

Dziecko płacze.

A Maciuś śpi — ani drgnie.