— Więc dobrze: dostaniecie po kieliszku wódki.

Siedzi Maciuś w swojej czatowni i rad, że przez niego taką mają biedacy uciechę: wódkę dostali.

Bo nie mówiłem, co to była za awantura po porwaniu Maciusia.

— Co wiele gadać — powiadają królowie — porwany został przez następcę tronu.

Następca tronu udał obrażonego.

— Jeśli porwałem, więc szukajcie. Prawda: nie lubiłem Maciusia. Ale czy ja jeden? I między Murzynami miał Maciuś wrogów. Ile to czarnych przez niego zginęło. A i biali królowie nie wszyscy go lubią. Orestes jest zły na Maciusia. Cesarz Pafnucy też nie znosi Maciusia, bo od przygody na Fufajce nie może przyjść do zdrowia: stracił sen, często miewa boleści i bóle głowy.

Ale rozumie młody następca tronu, że będą szukali. No i choć Maciuś w więzieniu, ale mogą znaleźć. Więc się ucieszył, że Maciuś nie żyje. Już teraz będzie przynajmniej spokój.

A tymczasem wiedzą już królowie, dokąd zajechał samochód z Maciusiem. Badają właściciela hotelu, rybaków-przewoźników, robotników portu, marynarzy.

Jakaś kobieta widziała samochód. Skręcił na prawo. Tu zatrzymali się, bo im pękła opona. Tam jedli śniadanie, a mały chłopak zajrzał do środka do samochodu, ale zaraz go odpędzili; nie wie, czy tam ktoś siedział. Wreszcie znaleźli ślad, gdzie Maciusia przenieśli z samochodu na łódkę. Już wiedzą nawet, jakim jechał okrętem. Ale naprawdę dowiedzieli się wszystkiego przez zwyczajny przypadek.

I tak często bywa: zgubisz coś — szukasz, szukasz — i nie ma.