— Gdzie mój dom? Nie wiem.
— Masz papiery?
Przypomniał sobie Maciuś, że mu dozorca dał jakiś fałszywy papier. Podał go.
— Syn dozorcy więzienia?
— Nie — powiedział Maciuś z uśmiechem — syn króla.
— Ho-ho! Wysokiego jesteś rodu. No, ruszaj.
Nie uwierzył. A Maciusiowi wszystko jedno. Zmęczony. Nic mu pszczółki nie powiedziały — idzie w stronę stolicy, ale coraz wolniej. Zmęczony i głodny. Już nie ma ani grosza. Cały jego majątek fotografia matki — taka wytarta, że tylko jeden Maciuś poznałby królowę100. Cały jego majątek — to ta fotografia, muszelka, kamyk i czarna kostka cukru — ołówka kawałek i ten kajecik101-pamiętnik.
Zgodził102 się Maciuś za pastuszka.
Jest teraz Marcinkiem — dwie krowy pasie. Ciche zwierzęta. Lubią go.
Lubią go i ludzie. Cichy, posłuszny, usłużny i smutny; a najsmutniejszy, kiedy się uśmiecha.