— A możesz mi coś opowiedzieć o roślinach i zwierzętach gorących krajów?

Maciuś patrzy przez okno i jakby widział to wszystko, co opowiada. Tak wyglądają palmy, a tak liany. Takie owoce ma figa, takie pestki daktyle. Banany są smaczne. Takie są kokosowe orzechy. Tak nosorożec wygląda. O, taki będzie na wysokość. Młode są mniejsze, bywają i jeszcze wyższe.

Lew, tygrys, hiena, lampart, słoń, krokodyl, małpy, papugi, kanarki.

— Musi110 sam widział to wszystko — powiadają chłopcy — tak z książki się nie opowiada.

Marcinek zostanie tymczasem u nauczycielki, jak się douczy arytmetyki, przejdzie do starszego oddziału111.

Nauczycielka jest dla Maciusia-Marcinka bardzo dobra, a chłopców Maciuś drażni jakoś. Probują i tak, i owak: to powiedzą coś, żeby się roześmiał, to pchnie go który na próbę, czy się bić umie: ten chce się zaprzyjaźnić, żeby mu powiedział, skąd się wziął, co za jeden. A może się rozzłości, a może rozdokazuje później, kiedy się ośmieli.

— Ty się nie bój. Pani ci nic nie zrobi. Nauczyciel — to co innego. A pani dooobra.

„Dooobra” mówili tak, jakby żartowali.

Czekają — niecierpliwią się — a między jedną a drugą próbą — zawsze ktoś rzuci:

— Przybłęda.