Jeden mówi: „cicha woda”, drugi, że „świętoszek”, trzeci: „lizuch”, czwarty: „panienka”.
A Maciuś przypomniał sobie kanarka z klatki i wolne kanarki bezludnej wyspy.
„Tam było tak samo”.
Zauważyła nauczycielka, ale myśli, że się przyzwyczają. Ale raz mu chłopiec umyślnie kajet112 atramentem zachlapał. Tego było za wiele.
— Niegodziwi jesteście! — krzyczy pani, taka czerwona ze złości jak nigdy. — Czego od niego chcecie? Że więcej od was umie, jest lepszy, więc mu zazdrościcie?
— Czego mamy zazdrościć? Chyba dziurawych butów? — powiedział syn bogatego gospodarza, bardzo dumny ze swej nowej czapki.
Był to stawiak113 wielki, leń, ale silny, więc choć nie lubili, ale go się bali.
— Pani tak się za nim ujmuje, jakby był narzeczony. A ty czego tak patrzysz?
— Bo mam oczy — odpowiedział Maciuś i lekko się zarumienił.
— A ja nie chcę, żebyś na mnie patrzał114.