Więc w gazetach piszą, że stary król umarł, a młody znów zasiadł na tronie. Zawarł młody król przymierze z cesarzem Pafnucym i dwoma żółtymi królami. Zaczął się bunt w wojsku, bo była partia przeciwna młodemu królowi. Ale on zbuntowanych wystrzelał i zapowiedział, że się nikogo nie boi. Mówi, że go królowie oszukali, że port zabrali. Pokłócił się ze smutnym królem raz na zawsze.

— Przecież sam podpisałeś umowę — mówią. — A taka umowa królów nazywa się traktat, więc nie można zmieniać.

— Po pierwsze, nie ja podpisałem, a ojciec. Maciuś podpisał na Fufajce dwa traktaty.

— No tak, ale Maciuś był pijany.

— A kto mu się kazał upijać? Zresztą co innego, kiedy żył, a co innego, kiedy go nie ma.

Jeszcze ministrowie, posłowie, różni dyplomaci próbują, ale widać, że będzie wojna, a kto wie, czy nie większa, niż były.

„Wojna śpi” — przypomniał sobie Maciuś słowa latarnika.

Wojna śpi, ale lada dzień może się obudzić.

I kiedy Maciuś siedział na lekcji i nauczycielka pytała się, a Maciuś nie wiedział nawet, o czym mówią w klasie, nikt się nie domyślał, jak ważne pytania ważył Marcinek w swej głowie.

— Marcinku, trzeba na lekcji uważać — upomina pani łagodnie.