Przestraszyli się: boją się stracić Maciusia, bo i robotnik dobry, i honor dla fabryki, i jakoś weselej pracować, gdy się wie, że ktoś może być królem, a woli z nimi być razem.
I tak się jakoś stało, że i w domu, gdzie mieszka, i w fabryce, gdzie robi135 — nawet na ulicy — starają się wszyscy, żeby nie utracić Maciusia.
Dawniej dużo było pijaków, złodziei, łobuzów. Policja ciągle coś miała do roboty. Wymyślania — krzyki — skargi. Wszystko ucichło. Ktoś w oknach postawił doniczki — zaraz wszyscy przybrali okna kwiatami: przyjemnie będzie Maciusiowi. I stróże czyściej zamiatają ulice. I chłopcy przestali rzucać kamienie.
Aż raz Maciuś znalazł wetknięty za klamkę taki list:
Kochany królu Maciusiu, mój tatuś był bardzo niedobry, bił mamusię, bił dzieci, przeklinał — i pieniędzy nie dawał. A teraz jest taki dobry i kochany. I mówi: „Maciuś mnie nauczył, jak żyć trzeba”. Więc ci dziękuję. Zosia.
W kopercie był obrazek: taki aniołek. Litery były trochę niezgrabnie napisane. „Pewnie od tej dziewczynki” — pomyślał Maciuś. I cały tydzień jej nie spotykał: chodzi inną ulicą, bo się wstydzi.
Przyszedł Felek brudny i obdarty, chudy i nieszczęśliwy. Jeżeli ktoś zawsze jest cichy i smutny, to nic; ale jak zawsze wesoły — i nagle coś mu się stanie, to bardzo żal, że tak się od razu odmienił.
— Felek, co się z tobą dzieje?
A Felek nie odpowiada, tylko mu z oczu płyną łzy — i kapią po brudnej twarzy.
— Powiedz, Felek, dlaczego taki jesteś?