— Nóg nie wytarłeś — powiada Maciuś.
— Wiem, że nie wytarłem. To trudno: nie jestem tak delikatny jak ty. Nie miał mnie kto uczyć porządku. Ale jeżeli nie chcesz, mogę się wyprowadzić. Jeżeli ci się znudziłem, możesz mnie wypędzić. Ty jesteś tu gospodarzem. A ja tylko z łaski.
— Jesteś moim gościem.
— Ładny gość, co błoci podłogę i atrament wylewa.
Boi się Maciuś, żeby Felek nie odszedł, więc nic już nie mówi. Ale Felek się nie uspokoił.
I w domu, i w fabryce o byle co się przyczepi, jakby się chciał koniecznie pokłócić. Szuka zaczepki.
Tydzień wesół jak dawniej — znów dwa, trzy dni się kłóci. O byle co. O młotek, o stołek, o kołek na palto137.
— Ja tu zawsze palto wieszałem. Co za bydlę mój wieszak zajęło?
A poznaje, że wisi palto samego majstra. Naumyślnie powiedział.
Robotnicy ustępują, bo nie chcą martwić Maciusia. Ale widzą, że Felek zanadto sobie pozwala.