Pędzi samochód do izdebki Maciusia.

Już wie całe miasto, że Maciuś odzyskał przytomność, że jest nadzieja.

— Uratujemy Maciusia — mówią doktorzy — musi się udać.

Przywieźli Maciusiowi pudełko, gdzie w zieloną zawinięte bibułkę leżały: muszelka, kamyk, zwiędły listek, czarna kostka cukru — fotografia matki, pierścień z brylantem, kolczyki królowej.

Lewa ręka Maciusia była zdrowa. Po kolei bierze to wszystko, ogląda i — uśmiechnął się Maciuś.

Już wie całe miasto, że Maciuś się uśmiechnął.

— Śpi. Obudził się. Pił mleko.

Cieszą się dzieci, cieszą się doktorzy — całe miasto wesołe.

— Maciuś znów gorączkuje.

Smutek.