— No dobrze — powiedział Maciuś, żeby ich wyprobować79 — a jeżeli nie ustąpię i zostawię was dalej w więzieniu?

— To zupełnie rzecz inna — uśmiechał się minister sprawiedliwości. — Król wszystko może.

Zdziwił się Maciuś, że o jakieś głupstwo, o jakiś papierek tylu ludzi chce siedzieć w kozie80.

— Mości królu — powiedział minister sprawiedliwości — niech się król nie obrazi — prawo i to przewiduje; jest i o tym wzmianka w 235 tomie. Król może i za życia mianować faworytów, ale musi się nazwać nie reformatorem...

— A jak? — zapytał Maciuś niespokojnie, bo już się trochę zaczął domyślać.

— Musi być królem Tyranem.

Maciuś wstał, straż więzienna niespokojnie podniosła uzbrojone w więzienne szable ręce, nastała wielka cisza. Wszyscy aż zbledli ze strachu, co też król Maciuś powie. Nawet więzienne muchy przestały brzęczeć.

A Maciuś głośno i powoli powiedział:

— Od dziś nazywam się królem Maciusiem Reformatorem. Jesteście panowie wolni.

Stróż więzienny wyniósł zaraz kajdany do komórki, bo nie były potrzebne, straż więzienna schowała szable, a klucznik otworzył ciężkie żelazne drzwi. Ministrowie wesoło zacierali ręce.