— Więc proszę, żeby jutro ogłoszono o tym w gazetach.
— Przepraszam bardzo — powiedział minister sprawiedliwości. — Wszystko to bardzo piękne, ale to nie jest reforma. To jest tylko — królewski dar dla dzieci szkolnych. Gdyby król Maciuś wydał prawo, że każdy uczeń dostawać będzie codziennie na koszt skarbu czekoladę, to co innego. To by było już prawo. A tak — to jest funda82, prezent, niespodzianka.
— No niech będzie funda — zgodził się Maciuś, bo był już zmęczony i bał się, że jeszcze będą gadali.
— Posiedzenie zamknięte. Żegnam panów.
Maciuś pojechał królewskim samochodem do swego pałacu, wpadł prędko do ogrodu, gwizdnął na Felka.
— Widzisz, Felek, teraz jestem już prawdziwym królem. Już wszystko dobrze.
— Waszej królewskiej mości, ale mnie nie bardzo.
— Dlaczego? — zapytał zdziwiony Maciuś.
— Bo mnie ojciec tak sprał za ten papier, że mi szrapnele przed oczami latały.
— Sprał cię, powiadasz? — zdumiał się Maciuś.